Szybki kontakt: tel. 517456946 lub tomek@tdutkowski.com

Praca na etacie zabija kreatywność

pracanaetatNa pierwszy rzut oka tematyka poruszana na moim blogu powinna być związana z różnymi aspektami pracy grafika. W tym wpisie chciałbym jednak poruszyć jeden z tematów okołozawodowych i pozwolić innym wypowiedzieć się w tej kwestii. Mianowicie etat.

W niedawnej rozmowie ze znajomym rozmawialiśmy o pracy na etacie. Od słowa do słowa zaczęliśmy przedstawiać swoje racje i okazało się, że na sprawę można spojrzeć z co najmniej kilku punktów widzenia.

Większość z nas w pracy spędzi ogromną cześć swojego życia. Od momentu ukończenia szkoły, do emerytury. Z niewielkimi przerwami na weekendy, święta i urlopy. Będziemy wstawać, iść do pracy, pracować i wychodzić z pracy. Szacunkowe choćby wyliczenie godzin spędzonych w pracy sprawia, że sloganowe „praca to nie wszystko” traci swój sens.

Praca to przede wszystkim źródło utrzymania, a co za tym idzie poczucia bezpieczeństwa. Tym bardziej, gdy poparta jest umową o pracę, stałym etatem wieloletnim doświadczeniem w zawodzie. W spadku po rodzicach otrzymaliśmy przekonanie o wyższości przewidywalnej przyszłości nad zaskakującą, w spadku po poprzednim systemie przekonanie, że dwadzieścia lat pracy w jednej firmie od siódmej do piętnastej jest rzeczą chwalebną i godną podziwu. Wielu z nas udzielił się entuzjazm pierwszych miesięcy po uzyskaniu dyplomu. Gdy wszystko było nowe, świeże. Każde zadanie ciekawe i ważne. I jak szybko to wrażenie minęło. Ani poczucie bezpieczeństwa, ani stałości nie były wstanie przezwyciężyć poczucia marnowanego czasu.

O opinię poprosiłem też kilka osób z innych branż.

Kamil Klejmont, kierownik projektów i twórca strony www.uwielbiamwiedze.pl

Moim zdaniem teza postawiona w tytule jest trochę chybiona. Owszem etat niejako wymusza na człowieku wykonywanie tych samych czynności, przyzwyczaja do jakiegoś cyklu, powtarzalności i przez to być może wydaje nam się, że w jakiś sposób zabija kreatywność. Tylko czy przedsiębiorca albo freelancer robią codziennie nowe rzeczy? Przecież oni też muszą załatwić coś w urzędzie, wypełnić papiery, dopilnować terminu, zrobić przelew, zadzwonić, przypilnować czy wszystko jest należycie zrobione, itd. Poza tym nie każdy pracownik to wylęgarnia nowych pomysłów czy koncepcji niestandardowego rozwiązywania problemów. Wielu z tych ludzi sprawdza się dużo lepiej w zadaniach, do których potrzebna lub w których nawet wymagana jest powtarzalność, a z którymi osoba kreatywna może sobie zwyczajnie nie poradzić lub z którymi będzie się męczyć. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby ochroniarz albo kierowca dostali nagle za zadanie przygotowanie prezentacji na spotkanie z klientem albo opracowanie strategii komunikacji w mediach społecznościowych dla jakiejś marki? Czasem pracodawca lub kierownik zespołu zwyczajnie potrzebuje rzemieślnika, który jest dobry w swojej wąskiej specjalizacji i któremu jest dobrze z tym, co robi.

Adam Pawłowski, aplikant radcowski

Studia prawnicze należą do jednego z najczęściej wybieranych kierunków studiów w Polsce. Niemal każdy rodzic pragnie, by jego latorośle ukończyły wydział prawa (no, ewentualnie akademie medyczną). Sami pretendenci do tytułu studenta prawa również  chętnie wybierają ten kierunek, ponieważ jest on postrzegany jako mogący przynieść spore pieniądze oraz cieszący się poważaniem. 

Co się więc dzieje? Wydziały prawa wszelkich uczelni są oblegane przez rzesze studentów, którzy albo spełniają marzenia rodziców, albo naoglądali się zbyt wiele odcinków „Prawa Agaty”. Następnie owa młodzież kończy swoją uczelnię i trafia na którąś z wielu aplikacji prawniczych, albo też udaje się bezpośrednio na poszukiwanie pierwszej posady.

Rynek pracy nie jest jednak przyjaznym miejscem dla młodego adepta prawa. Zupełnie niespodziewanie okazuje się, że jest on  pełen innych prawników (Ale jak to?! To moi pozostali koledzy z wydziału prawa też chcą pracować jako prawnicy ?! [szok i niedowierzanie]). 

Sytuacja taka jest na rękę potencjalnym pracodawcom, którzy często proponują młodym absolwentom prawa umowy śmieciowe i wynagrodzenie na poziomie poniżej minimalnej krajowej. Ba, nierzadkie są sytuacje, w których pracodawcy w ogłoszeniu wskazują, że przez pierwsze miesiące pracownik nie będzie w ogóle otrzymywał wynagrodzenia. Przerażające jest to, że w odpowiedzi na takie ogłoszenie zgłasza się cała rzesza osób.

Z czasem młody prawnik może liczyć na wynagrodzenie do 2.000 zł. Praca w tym zawodzie oznacza jednak często konieczność zostawania po godzinach. 50 godzin pracy tygodniowo to standard w większości firm.

Co w takiej sytuacji robią młodzi prawnicy? Oczywiście narzekają. A bo to pensja mała. A bo to za dużo pracy. I co robią dalej? Nic. Dokładnie nic. No bo przecież jaki mają wybór? Jak mają zarobić na życie, skoro jedyne co potrafią, to pisanie pism procesowy, tworzenie umów, udzielanie porad prawnych i wykonywanie usług, za które przeciętny obywatel jest w stanie zapłacić do kilkuset złotych za godzinę pracy….?

Wyżej opisana sytuacja wydaje się absurdalna. Jest niestety prawdziwa. Młodzi prawnicy nie mając w zasadzie nic do stracenia, boją się podejmować ryzyko własnej działalności. Kilka miesięcy walki o swoje miejsce na rynku wydaje się im bardziej przerażające, niż praca w korporacji, w wymiarze czasowym 1,5 etatu za wynagrodzenie odpowiadające ½ etatu… Co ciekawe, nie słyszałem jeszcze o prawniku, który zdecydowałby się na otworzenie własnej działalności, a potem nie miał środków na opłacenie rachunków.

W każdym razie – bycie prawnikiem niejako z samej definicji wymaga podejmowania inicjatywy i godzenia się na dopuszczalny poziom ryzyka. Wybranie tej ścieżki rozwoju, po to, by potem siedzieć 5 dni w tygodniu za biurkiem pod groźnym okiem szefa, jest jak zakup sportowego samochodu po to, by poruszać się po terenie z ograniczenie prędkości do 20 km/h.  

Ewa Jasińska, architekt pięć lat pracy na etacie

Pamiętam jakna jednym z pierwszych wykładów na politechnice profesor powiedział: „Witam przyszłych architektów i pozostałych państwa. Część z państwa nie ukończy studiów i wybierze zupełnie inne dziedziny, część zajmie się grafiką i ilustracją, wzornictwem i wnętrzami, część zajmie stanowiska w urzędach. Spośród tu zgromadzonych w zawodzie pozostanie niewiele więcej niż połowa.” Po kilku latach pracy w zawodzie mam wrażenie, że było to przesadą. Ze wspomnianej połowy w zawodzie pracuje może jedna dziesiąta. Pozostali są na etatach.

Architekt w powszechnym wyobrażeniu jest kreatorem przestrzeni, artystą i inżynierem. W oczach szefa bywa niestety maszyną do załatwiania spraw w urzędzie, kreślenia optymalnych rzutów i wyciskania opłacalnych metrów kwadratowych zabudowy ze spłachetka ziemi. Do każdej z kolejnych firm przychodziłam z nadzieją na patrona, który pokaże mi architekturę, której szukam, piękną i mądrą. W najlepszym wypadku był onjednak mętnie tłumaczącym się nieugiętą wolą inwestora chciwcem. Nie znalazłam ani dojrzewających idei ani inspirujących dyskusji. Nie znalazłam zainteresowania moimi pomysłami. Nie znalazłam mądrości, szacunku do zawodu. Nie znalazłam nawet arogancji i manii wielkości. Kolejne etaty miały być nauką i zdobyciem doświadczenia, a stały się przyczyną upadku wiary w przyszłość architektury w Polsce.

Wydawało mi się, że aby otworzyć swoja własną pracownię potrzeba zdobytego doświadczenia. Dziś mam wrażenie, że nie każde doświadczenie warto w ogóle mieć.

Jeśli ktoś miałby ochotę podzielić się swoimi przemyśleniami lub doświadczeniami na ten temat, to zachęcam do komentowania.

Kontakt do dobrego grafika

Tel. 517456946
email
: tomek@tdutkowski.com

Wróć na górę
Praca na etacie zabija kreatywność